W pułapce New Adult


Ostatnio bardzo doceniam romanse. Może to dlatego, że uczę się w szkole żeńskiej, a może po prostu ot tak mam na nie ochotę.  W każdym razie, w moje ręce co róż wpadają nowe pozycje z gatunku new adult i każdą z nich pochłaniam w jeden wieczór. To idealne dla mnie książki. Pozwalają odpocząć od całego dnia siedzenia na lekcjach czy zajęciach praktycznych, a do tego czyta się je bardzo szybko czyli następnego dnia nie będę myśleć tylko o tym, żeby wrócić do danej książki, bo już ją skończyłam. Ostatnią serią, którą pochłonęłam w trzy wieczory (trzy książki = trzy wieczory) była seria Driven. Owszem okładki nie zapowiadają tego co jest w środku. Właściwie to sprawiają, że nie chce się sięgnąć po pierwszą część (chyba, że jest się fanem Greya). Ale ja zbytnio nie przyglądałam się okładce, to była po prostu jedyna książka, do której w tamtym momencie miałam dostęp. Od razu po przeczytaniu pierwszej części sięgnęłam po drugą i tak dalej. Mimo, że książki new adult nie są wysokich lotów i prawdopodobnie większość moli książkowych już po 2 seriach się nimi nudzi, to ja miło spędzam nad nimi czas. Co prawda wiele z tych serii nudzi się po 3 częściach, dlatego też uważam, że każda z nich powinna być najwyżej trylogią. Każda z tych serii to schemat. Nawet nie sięgając po książkę można domyślić się jacy będą bohaterowie. Oczywiście w każdej serii pojawia się coś nowego i odróżnia je od siebie, ale fabuła ma ten sam schemat. Najpierw poznanie, mnóstwo kłopotów, burzliwe rozstanie i wielki powrót. W gruncie rzeczy to książki głównie o miłości. Występuje trochę wątków pobocznych, ale są one jednak mało istotne.  

Czy warto używać Kindle czyli jak można przekonać się do czytników


Zawsze, ale to zawsze byłam głęboką zwolenniczką papierowych książek. Jeszcze rok temu, gdy ktoś powiedziałby mi, że będę używać czytnika wyśmiałabym go. Teraz czytnik jest jedną z najważniejszych rzeczy w mojej torbie podróżne (uwierzcie mi, że ostatnio używam swoją torbę podróżną znacznie częściej niż zwykłej torebki). Na początku nienawidziłam tego ustrojstwa! Ciągle nie mogłam zrozumieć czemu urządzenie podaje mi ilość przeczytanej książki w procentach a nie stronach. Nie mogłam przestawić się na dotykanie ekranu z boków żeby „przerzucić” stronę zamiast posuwistego ruchu w górę jak w smartfonach (zdarzało mi się czytać na komórce). Ściąganie książek było dla mnie niezmiernie wyczerpujące z powodu innego ekranu i czarno-białych kolorów. Jednak po pewnym czasie, gdy po prostu zaczęłam się przyzwyczajać do tych rzeczy, przekonałam się do mojego nowego urządzenia. Zaczęłam odkrywać nowe możliwości. Przede wszystkim zaczęłam porównywać wyporność książki a czytnika. Czytnik wygrywa to starcie. Co prawda nie pachnie jak prawdziwa książka (wierzę w to bardzo głęboko, że niedługo wymyślą na to sposób), ale używanie go do czytania jest równie przyjemne i przeze wszystkim wygodne. Nie trzeba bać się o pozaginane rogi wrzucając go do torby, gdy nagle w autobusie dopada się kontrola biletów. Nie musisz zapamiętywać na której stronie skończyłaś/łeś czytanie gdy nie masz przy sobie zakładki, on zapamięta to za ciebie!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...