Czy po raz pierwszy będę krytykować Greena?

Ocena: 3+/6

Tytuł: "Will Grayson, Will Grayson"
Tytuł oryginalny: Will Grayson, Will Grayson
Autor: John Green & David Levithan
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ilość stron: 368
Rok wydania: 2015






     Will Grayson numer 1. Ma przyjaciela, którego w głębi serca wcale tak bardzo nie lubi. Jest on dla niego jak kłoda u nogi. Nie wie czy chce być z dziewczyną, która też nie wie czy chce z nim być. Will Grayson numer 2. Wciąż odgania od siebie dziewczynę, która na siłę chce być jego przyjaciółką. Sam może odnaleźć się jedynie w sieci. Tam poznaje Issaca, do którego zaczyna żywić głębsze uczucie. Drogi tych dwóch przeciętnych chłopaków krzyżują się. Jeden zaczyna upewniać się w swoich uczuciach, drugi odkrywa tajemnice Issaca. Oboje zmieniają się i odnajdują swoją drogę w życiu.

„- To był szalony dzień dla Willów Graysonów tego świata – przyznaję.”

     „Will Grayson, Will Grayson” to książka, która tak naprawdę nic nie wniosła do mojego życia. A to dziwne, bo wszystkie książki Greena zawsze pozostawiały we mnie swoje piętno. Z żadnym bohaterem nie mogłam poczuć tej charakterystycznej więzi między czytelnikiem a postacią. Bohaterowie byli tak przerysowani, że nie można było połączyć się z ich bólem i problemami. Byli po prostu nijacy, niezdecydowani i niepewni. Dwóch Willów zachowywało się jak skończone sieroty. Mówi się, że to kobiety nie mogą się nigdy zdecydować. „Męska decyzja”? W tej książce bohaterowie najwidoczniej nie słyszeli o takim powiedzeniu. Nie potrafili podjąć zwykłych decyzji. Czasami nie byłam pewna czy oni aby wiedzą kim są. To co działo się w ich głowach nie było warte zachodu pisania o nich książki. Przyznaję sposób pisania Davida Levithana był oryginalny, ale jego Will był najzwyczajniej w świecie kiepską postacią. Gdybym poznała taką osobę w prawdziwym życiu po drugim spotkaniu potrząsnęłabym nią i powiedziała, żeby się obudziła. Obaj Willowie przyznają, że po ich spotkaniu zmieniło się ich życie. Ja nie zauważyłam zmiany. Okay, ten ma dziewczynę, a tamten przyznał się do bycia gejem. Coś głębszego? Raczej nie oczekiwałabym za dużo. Wątek ich spotkania i ogólnie połączenie ich historii było niepotrzebnym zabiegiem. Dla mnie książka byłaby fajna gdyby usunąć fragmenty Davida Levithana i dodać więcej greenowatości.


     Przystopuje zanim się rozkręcę i nie zatrzymam. Może trochę o zaletach. Autorzy podjęli się całkiem trudnego zadania. W tak wielu książkach spotykani są homoseksualni bohaterowie, ale ich wątku najczęściej się nie rozwija. Green i Levithan stworzyli książkę głównie o rozterkach sercowych związanych z chłopcami (no dobra, dziewczyny też się pojawiają, ale są raczej odpychane). Trzeba przyznać, że to oryginalny pomysł. A sam sposób pisania autorów jest naprawdę świetny. Jak okazuje się na końcu książki, z rozmowy Greena i Levithana, która została tam umieszczona, sposób w jaki pisał ten drugi był zamierzony i miał swoje znaczenie. Przyznacie, że pisanie tylko małymi literami jest dość dziwne. Tak trochę jakbyśmy pisali na chacie. Autor wyjaśnił, że wszystko to jest związane z tym jak postrzega siebie jego Will. Czyż to nie wspaniałe, że autorzy przykładali wagę nawet do takich drobnych szczegółów? Do tego, zakończenie. Idealnie oddaje istotę książki i podsumowuje wszystkie uczucia bohaterów przewijające się przez całą pozycję. Już nie wspominając o tym, że jest niezwykle pomysłowe. Oczywiście nie ma Greena, jeśli bohaterowie nie mają swoich małych dziwactw. Tutaj, jak i w każdej jego książce, Willowie mają swoje drobne fascynujące nawyki, które sprawiają, że są bardziej realni.

„kruchy: wiesz, jaka jest wielka metafora miłości?
(…) kruchy: śpiąca królewna.
ja: śpiąca królewna?
kruchy: tak, ponieważ musisz się przedrzeć przez cały ten busz kolczastych krzewów, żeby do niej dotrzeć, ale nawet gdy ci się uda, to jeszcze musisz ją obudzić.”

     Dla ludzi o dość konserwatywnym nastawieniu i poglądach to nie jest najlepsza książka. Lepiej sięgnąć po inną. Nie oszukujmy się, tematy w niej poruszane są typowe dla XXI wiecznego amerykańskiego liceum. Każdy oglądał jakąś komedię w tych klimatach. Zapowiada się świetne, opis z tyłu książki sprawia, że wiele osób ma ochotę po nią sięgnąć. I rzeczywiście początek jest naprawdę dobry. Taki typowy w stylu Greena, czyli to co lubię. Niestety pomieszanie tych dwóch autorów nie wyszło książce na dobre. Było widać spory kontrast między Greenem, a tym drugim. Szczerze to nie planuję kontynuowania swojej przygody z Davidem Levithanem.


     Książka, mimo że leży na półce z moimi ulubionymi pozycjami, jest tam tylko, dlatego że nie potrafiłam oddzielić tej jednej z resztą Greena. Z bólem serca oceniam tak słabo książkę mojego ukochanego autora. Podsumowując. „Will Grayson, Will Grayson” jest książką oryginalną, ale spodziewałam się po niej o wiele więcej. Krótko mówiąc nie sprostała moim oczekiwaniom. Po takich dziełach jak „Gwiazd naszych wina” czy „Papierowe miasta” oczekiwałam wielkiego bum i kilku godzin spędzonych przy wspaniałej lekturze, z którą nie chciałabym się rozstać. Po prostu. Greena pozostawmy Greenem, nie mieszajmy do tego innych. 

Zdecydowanie spóźniona relacja z Warszawskich Targów Książki i kolejne zdobycze


     Już tydzień minął od Targów Książki w Warszawie, a ja dopiero obudziłam się z relacją. Ale lepiej późno niż wcale. Zapewne już dużo naczytaliście się jak to tam cudownie. U mnie nie będzie za dużo zdjęć, bo jak to moja towarzyszka odpowiedziała na moje jęki, że zapomniałam robić wszędzie zdjęcia, „wstawisz z zeszłego roku, nikt się nie skapnie”. Spokojnie, nie zrobię wam tego! Ale cóż, trochę w tym racji jest, bo Targi wyglądają prawie tak samo każdego roku. Jednak według mnie zeszłoroczne Targi były nieco lepsze. Może dlatego, że była otwarta płyta i całe trybuny. Nie było wtedy takiego tłoku, bo wielu ludzie siedziało na trybunach lub chodziło po płycie. Tydzień temu nawet utknęłam w korku, tyle osób postanowiło iść w dwóch kierunkach, że nie dało się przejść. Brakowało mi też Papierowego Księżyca i młodzieżówek w Egmoncie (chyba, że coś przegapiłam). Jedną trzecią czasu poświęconego na stadionie przestałam w kolejne po podpis do… Johna Flanagana. No cóż, ponad 2 godziny stania jednak nie poszły na marne. Cel osiągnęłam, a przy okazji pogadałam sobie z koleżanką, która przeszła ze mną na około cały stadion. Oczywiście nieźle się obkupiłyśmy, bo jak to tak wyjść z Targów Książki bez książki? A wracając do Flanagana. Z naszym „spotkaniem” wiąże się bardzo ciekawa historyjka. Jak to przy każdym znanym pisarzu bywa, Gabrysia wchodzi, rzuca na podłogę wszystkie torby (oj dużo ich było), a autor/autorka się śmieje. Więc brnę dalej. Zazwyczaj autograf, jakieś pytanko ode mnie i fotka. Ale Flanagan koniecznie musiał mnie spytać czy nie biorę ślubu i powiedzieć, że nigdy nie widział panny młodej w krótkich spodenkach. Potem to już mnie zamurowało :D



     Teraz trochę o tym co kupiłam. Przez stadionem można było się załapać na całkiem niezłe przeceny. W środku było już trochę gorzej, ale zawsze jakieś -25% na nowości było. Takim oto sposobem kupiłam (nareszcie) „Czas żniw” i „Zakon mnichów” za 40zł. Przy stoisku twierdzili, że a i tak kupię drugą część to się skusiłam.


„Zabójczy księżyc” N.K. Jemisin
„Lolita” Vladimir Nabokov
„Haruki Murakami i jego Tokio. Przewodnik nie tylko literacki” Anna Zielińska-Eliott
„Czas żniw” Samantha Shannon
„Zakon mnichów” Samantha Shannon
„Chiny. Dziedzictwo starożytnej cywilizacji”
„Starter” Lissa Price
„Wichrowe wzgórza” Emily Bronte


     Nie mogłam przejść obojętnie koło stoiska z takimi rzeczami! Mang co prawda za dużo nie czytam, ale fascynacja Azją gdzieś tam jest i właśnie dlatego nie odeszłam z pustymi rękoma. Już kompletnie nie książkowo jeśli nie liczyć przypinek (choć i te bardziej kojarzą się z serialami).


     Oprócz tego uzbierałam trochę zakładek. Jedną z napisem „Life is a book and there are a thousand pages i have not yet read„ dostałam od koleżanki. Czarną torbę też mam od niej (jest cudowna i idealnie odzwierciedla mój stan cywillny! „Mentally dating a fictional character who doesn’t exist”). Jeszcze jedną zgarnęłam pani z empika. Pierwszy raz widziałam, żeby empik dawał coś za darmo. Pani po prostu sobie stała na środku korytarza i dawała każdemu po kolei. A później w oczach mi się troiło, bo wszyscy chodzili z tymi torbami na ramieniu.


     Ogólnie Targi to świetna sprawa. Choć nie mam za dużego porównania, bo bywam tylko na tych warszawskich i białostockich, ale mimo wszystko to wielkie wydarzenie. Ludzie, którzy na co dzień nie czytają mają okazję przekonać się do książek. Poza tym to dobre miejsce by spotkać się z resztą książkowej blogosfery.


     Przypominam o trwającym KONKURSIE, w którym można wygrać „Hellheaven” Raven Stark. A już niedługo pojawi się recenzja „Will Grayson, Will Greyson”. Już prawie kończę czytać i muszę powiedzieć, że się zawiodłam, ale reszty dowiedziecie się z recenzji. 

Potężna niczym Srebrna, Czerwona jak jej krew - "Czerwona Królowa" Victoria Aveyard





Tytuł: „Czerwona Królowa”
Oryginalny tytuł: Red Queen
Autor: Victoria Aveyard
Wydawnictwo: Moondrive
Gatunek:YA, dystopia
Rok wydania: 2015
Ilość stron: 440






     Przenieśmy się na chwilę do świata, w którym ludzie podzieleni są na tych ze srebrną krwią i tych z czerwoną. Na lepszych i gorszych. Tych których życie wygląda jak sielanka  i tych którzy z góry są skazani na porażkę. Chyba nie tylko ja czułabym się źle w takim świecie. Uczucie niesprawiedliwości towarzyszyłoby mi całymi dniami. Tak samo miała Mare. Chcąc pomóc swojemu przyjacielowi, którego czekał pobór do wojska, zamierzała okraść Srebrnych. To się nie mogło udać. Przecież jej „ofiara” mogła umieć czytać jej w myślach lub być super szybka, nigdy nie wiadomo na jakiego Srebrnego się trafi. Całkowita porażka sprawiła, że nie umiała nawet powstrzymać emocji przed nieznajomym, tajemniczym chłopakiem. Niedługo potem Mare trafia do pałacu. Podejrzane? Owszem. Coś się wydarzy? Nie inaczej. Na oczach wszystkich dają o sobie znać moce Mare, o których wcześniej nie miała pojęcia. Czerwona miała być wyjątkowa? Nie można do tego dopuścić. Więc jaki los spotka Mare?

„Nie szkodzi, że to właśnie ta krew decyduje o tym, kim nie jesteśmy, kim nie możemy się stać i kim tak bardzo pragniemy być. Kilorn po prostu chce ją zobaczyć  i dalej oszukiwać się myślą, że oni są ludźmi, że można ich zranić i pokonać. Ale ja wiem swoje. Ich krew to groźba, ostrzeżenie i obietnica.”

     Usilnie wzbraniałam się przed tą książką, aż w końcu dałam za wygraną, kupiłam i od razu przeczytałam. Trochę podziałały na mnie namowy koleżanki, ale nie żałuję. Uwielbiam takie książki i choć fabuła może wydawać się podobna do innych z tego gatunku, to a i tak ma coś w sobie. Na pewno potrafi zaskoczyć. Mało jej książek, których dalsza fabuła byłaby dla mnie kompletną zagadką. Już wiedziałam, już myślałam że to koniec, a tu wielki skandal. Tylko błagam nie doszukujcie się tego od razu w pierwszej połowie książki, nie warto psuć sobie niespodzianki. 

     Mare jest dzieckiem ulicy, umiejętną złodziejką, dziewczyną, która zwinnie przemieszcza się w tłumie. Stara się być niezauważona, co ostatecznie jej się nie udaje. Robi wszystko co tylko może, żeby jej rodzina miała co jeść. W jej świecie nie ma litości dla takich jak ona. Pomyślcie jak taka dziewczyna może się czuć w otoczeniu tych „lepszych”, którzy są powodem cierpienia i niedostatku w jej rodzinnej wiosce. Mare jest skazana na takie towarzystwo. I co ma powiedzieć? Oświadczyć im, że są bezduszni? Wykrzyczeć im w twarz, że to co robią jest barbarzyństwem? Trudno cokolwiek zrobić jak się ma nóż na gardle. 


     Nudzi was stały schemat tworzenia bohaterów? Spokojnie możecie sięgnąć po „Czerwoną Królową”. Tutaj nie mamy chłopaka „jestem zły, nie zbliżaj się do mnie” i drugiego „zajmę się tobą, chcę żebyś była szczęśliwa”. Ale dwie mieszaki. Biedna Mare Rozumiem jej ból, jak można wybrać nie mając praktycznie wyboru? Przecież oni są tacy sami! Nie no, nie. Jednego jest zmuszona kochać (ale czyż go nie kocha?), a drugi jest zakazanym owocem, który sam pcha do niej ręce. Nie wiem jak ty Mare, ale ja wiem co powinnaś zrobić w drugiej części. Wy też będziecie wiedzieć po lekturze tej książki.

„Taka jest nasza natura – powiedział Julian. – Niszczymy. To cecha charakterystyczna rodzaju ludzkiego. Nie zależnie od koloru krwi, zawsze upadamy.”

     „Czerwona Królowa” nie tylko wciąga, ale szokuje i zaskakuje. To ten typ książek, który jak już wciągnie cię do swojego świata to nie wypuści, nawet już po zakończeniu czytania. Czytając zawsze czekacie na jakiś spokojny moment, żeby wreszcie móc pójść spać? Tutaj takiego nie znajdziecie, nie ma mowy o spaniu, ta książka jest powodem mojej jednej zarwanej nocy! Małe intrygi stopniowo wzrastają. Autorka buduje napięcie tak, że pod koniec książki wszystko wybucha, i to dosłownie. Bunt, zdrada, rebelia, bo wiadomo, że powstaną, czerwoni niczym świt…

     Podsumowując. „Czerwona Królowa” to książka, która sprawia, że czeka się z zapartym tchem na kontynuację, a nawet wymyśla samemu w głowie dalsze losy bohaterów. Świat podzielony na Srebrnych i Czerwonych na długo pozostaje w pamięci, a postacie mogą stać się najlepszymi przyjaciółmi, ale wrogami. Uważajcie tylko na jedno. Jak już zabierzecie się za tę książkę to nie łudźcie się, że przerwiecie i wrócicie do codzienności wciągu sekundy. 

„W baśniach ubogie wieśniaczki uśmiechają się promiennie, gdy zostają księżniczkami. Ja w tym momencie wątpię, czy jeszcze kiedyś zdołam przywołać uśmiech na usta.”


Konkurs z Hellheaven!




Po mojej dwutygodniowej nieobecności obiecany konkurs. Ostatnio było kilka głosów domagających się zadania konkursowego, bo losowanie za mało kreatywne. Zgadzam się z tym, ale po prostu chciałam wam ułatwić życie. Tym razem tego nie zrobię i będzie krótkie zadanko do wykonania. Obiecuję, że nie zajmie wam to więcej niż 2 minuty, bo pierwsza myśl jest najlepsza i to ona wygrywa! 

Kilka suchych zasad na początek.
1. Organizatorką konkursu jestem ja, czyli autorka bloga My Little Library, a książki przeznaczone na nagrody są sponsorowane przez Wydawnictwo Novae Res.
2. Aby wziąć udział w rozdaniu należy napisać zwykłe „zgłaszam się”, „jestem chętny/a” itp., odpowiedzieć na pytanie konkursowe + podać swój adres e-mail.
3. Rozdanie trwa od 16.05.2015r. do 1.06.2015r. do północy.
4. Przesyłkę wysyłam tylko na terenie Polski.
5. Ze zwycięzcą kontaktuje się mailowo, ma on tydzień na przesłanie mi danych do wysyłki, inaczej wybieram innego szczęśliwca.
6. Byłoby miło, gdybyście wstawili baner konkursu u siebie na blogu lub FB. 

Do zgarnięcia 2 egzemplarze "Hellheaven" Raven Stark (recenzja) i tradycyjnie małe co nieco ode mnie!
 
Pytanie konkursowe:
Z czym kojarzy ci się tytuł „Hellheaven”? / Jakiemu miejscu nadałabyś/nadałbyś taką nazwę?
(pytania są tylko pomocnicze, po prostu powiedźcie mi jakie macie skojarzenia z tym tytułem)

Odpowiedzi możecie wysyłać na mojego e-maila lub po prostu napisać w komentarzu. Jestem ciekawa waszych pomysłów! Powodzenia!


Targi Książki w Białymstoku & Moje Nowe Zdobycze


Dzisiaj spóźniona relacja z IV Międzynarodowych Targów Książki w Białymstoku. Wiem, że minął już tydzień odkąd przekroczyłam kolejny raz próg Opery i Filharmonii Podlaskiej, ale uznałam, że warto podzielić się z wami moimi wrażeniami. To nie warszawskie targi, więc spodziewać się za dużo nie można. Poza tym, jestem już na takich w moim mieście nie pierwszy raz i muszę powiedzieć, że cały czas się rozwijają.


W tym roku było mniej więcej tyle samo wydawców, ale za to załapałam się na większe promocje. Magiczne minus ileś procent zawsze kusi. Szczególnie mola książkowego. Jednak o moich nowych zdobyczach trochę później. Białostockie targi na pewno zyskują dzięki lokalizacji. Nasza opera jest pięknym budynkiem (wbrew pozorom piękniejszym od Stadionu Narodowego :P). Mnóstwo światła i wszechobecne szkło sprawiają, że wszystko wydaje się większe i bardziej przestrzenne. Wśród wydawców był między innymi Dreams i Znak, a nawet lokalna księgarnia Fantastyczne Światy.


Ale Targi Książki w Białystoku to nie tylko chodzenie między półkami. Można było również wziąć udział w warsztatach pisania reportażu i tworzenia wywiadu prasowego. Najmłodsi również się nie nudzili. Dla nich były przewidziane takie atrakcje jak warsztaty detektywistyczne na podstawie książki 'Tajemnica diamentów" czy filozoficzne na podstawie książki "Uczucia co to takiego?". Nawet artyści OiFP czytali dzieciom bajki. Właściwie to najmłodsi mieli tak najwięcej do roboty. Oczywiście pojawiło się wielu autorów takich jak Małgorzata Gutowska-Adamczyk oraz Marek Krajewski.




Teraz trochę o tym co kupiłam/zgarnęłam/dostałam. Zdjęcie na dole jest całkowicie dreamsowe. "Baśniarza" Antonia Michaelis nabyłam za 15 zł. Tyle się nasłuchałam o tej książce, że w końcu postanowiłam ulec i wybrałam sobie tańszy uszkodzony egzemplarz. Postanowiłam dać mu nowe życie na mojej półce. Dobrze się nim zajmę i będzie wyglądał jak nowy. Zgarnęłam też zakładki i katalogi, a to wszystko w wyjątkowej torebce!


 Dalej Znak. Nie mogłam się oprzeć promocjom. Od razu zgarnęłam dwa ostatnie hity (w każdym razie wiem, że nikt nie narzeka na te książki). "Eleonora & Park" Rainbow Rowell i "Czerwona królowa" Victoria Aveyard na zdjęciu razem z torbą, którą dostałam "żeby wygodnie się niosło książki". Idąc na targi miałam w planach kupić sobie jaką lnianą torbę z napisem, więc akurat mi się poszczęściło!


Tutaj wszystkie zakładki, które pozabierałam ze stoisk. Bo w końcu targi to czas zbierania zakładek i odświeżenia swojej kolekcji! Najwięcej z Taniej Książki, ale cóż poradzę, że ich zakładki bardzo mi się podobają.


A na koniec niespodzianka. Niedawno właśnie takie coś było zawartością przesyłki do mnie. Dwie książki przypadną wam. Tak, tak, to zapowiedź konkursu, który już niedługo pojawi się na blogu. Tradycyjnie będzie można wygrać nie tylko książkę ale też mały upominek ode mnie.


Chyba o czymś zapomniałam... Nieee, oczywiście trzeba się jeszcze pochwalić. "Hellheaven" Raven Stark to pierwsza książka, którą objęłam patronatem medialnym! Mam to szczęście, że polecam książkę, która naprawdę mi się podobała i miło spędziłam z nią dzień.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...