[PRZEDPREMIEROWO] Hellheaven - Raven Stark


Ocena: 4/6

Tytuł: Hellheaven
Autor: Raven Stark
Wydawnictwo: Novae Res
Gatunek: paranormal, YA
Ilość stron: 292
Rok wydania: 2015







– Dlaczego Hellheaven? Dlaczego akurat ta nazwa?
– Bo to miejsce, gdzie spotykają się piekło i niebo – mówi ze wzrokiem utkwionym gdzieś daleko przed sobą. – Dwaj odwieczni wrogowie.”

Czym młoda, polska autorka może zaskoczyć? Naprawdę trudno jest się teraz wybić, szczególnie debiutantom. Jednak niektórym to się udaje i zawsze podziwiam ich za wytrwałość. Gdy po raz pierwszy otrzymałam wiadomość o tej książce i przeczytałam opis pomyślałam, że może być to coś mało oryginalnego, ale intrygującego. Okładka sprawiła, że poczułam lekki dreszczyk, bo czyż nie wygląda wspaniale? Dopiero potem dowiedziałam się kim jest autorka (na początku nawet nie wiedziałam, że to Polka, ah te wydawanie książek pod pseudonimem), a teraz siedzę przed komputerem i piszę dla was recenzję książki, którą pochłonęłam w kilka godzin. 

 Życie Camille ulega drastycznej zmianie, gdy rodzice wysyłają ją do szkoły z internatem. Koniec z pogaduszkami o chłopcach do samego rana z najlepszą przyjaciółką, koniec nieodpowiedniego ubioru, wszystko się zmienia. Camille dowiaduje się, że jej nowa szkoła – Hellheaven – nie jest zwyczajna. Elitarna placówka, w której uczy się po dwóch uczniów z każdego kraju, nawet nie wygląda normalnie. Ale czy wszystko to, co powiedzieli Camille jest prawdą? Może szkoła ukrywa jakąś tajemnicę?

Zaczyna się niepozornie, tak jak przeciętny paranormal. Później już czuć emocje, a raczej powinno się je czuć. Miałam z początku problem z wciągnięciem się w tę książkę. Przy pierwszych pięćdziesięciu stronach zwracałam dużo uwagi na styl, który trochę mi przeszkadzał. Widać, że autorka pisząc książkę była bardzo młoda, ale czyż to nie idzie na plus dla niej, że spróbowała swoich sił pomimo młodego wieku? Mniej więcej w połowie przestałam zwracać uwagę na styl. Fabuła coraz bardziej wciągała, a wydarzenia… cóż, nie mogłam się oderwać od książki. Już myślałam, że znam zagadkę Hellheaven, a tu nagle okazuje się, że to zupełnie co innego. I bardzo dobrze, bo pierwsza wersja, którą przedstawili bohaterowie była bardzo naciągana i bohaterka musiałaby być kompletną idiotką, żeby się na to nabrać. Ostatecznie poznajemy nowe rasy i nowy świat. Żałuję, że autorka nie przekazała wszystkich szczegółów o Eldaretach i Villianach. Jest o nich zbyt mało jak na jeszcze dotąd nieznane rasy. Zaciekawiło mnie to, że mają swoje państwo, niewidoczne dla zwykłych ludzi. Może autorka inspirowała się seriami Cassandry Clare, w końcu tam mamy Idris. Niestety nie da się być do końca oryginalnym, gdy każdego dnia pojawia się kilkadziesiąt nowych książek. Więcej historii czy opisów Eldaretów i Villianów sprawiłaby, że czytelnik mógłby sobie lepiej to wszystko wyobrazić. Ja osobiście widziałam wszystko tak trochę przez mgłę. 

„– Metka przy bluzce cię gryzła, aż ci skóra zczerwienia…
– Więc postanowiłeś przy okazji ściągnąć też ze mnie całą resztę?”

W wielu momentach historia się nie klei. Widać, że autorka zaczęła jakiś wątek i chciała z niego przejść w inny, ale niestety się nie udawało. Wiele rzeczy zostało niewyjaśnionych. Poza tym nie wszystko tworzy spójną całość. Czasami widać zamieszanie w procesie tworzenia autorki. Całkiem ciekawym dodatkiem do fabuły był motyw koszmarów Camille. Niestety nadal nie wiem, dlaczego ją prześladowały i jaki był ich cel. Może autorka chciała, żebyśmy puścili wodze fantazji?

Jak recenzja to i trochę o bohaterach musi być. Tutaj akurat nie mam prawie żadnych zastrzeżeń. Maxa, jednego z głównych bohaterów, szczerze polubiłam. Skąd ja znam ten typ chłopaka, który z jednej strony jest troskliwy a z drugiej jest draniem. Uwielbiam jego rozmowy z główną bohaterką i jego sposób bycia. Jeśli chodzi o Camille to muszę powiedzieć, że nie wzbudziła u mnie negatywnych emocji, tak jak to robi większość głównych, kobiecych charakterów. Jest zadziorna, co mi się w niej najbardziej spodobało. Mogłabym tu wymienić jeszcze kilkunastu bohaterów, z którymi miło spędziłam czas czytając książkę, ale musiałabym zdradzić wtedy więcej fabuły, a chcę żeby tajemnica Hellheaven pozostała tajemnicą. 

Podsumowując. „Hellheaven” nie jest książką odpowiednią dla czytelników przyzwyczajonych do prawdziwej fantastyki i doświadczonych pisarzy. Jest to lekka lektura, którą można przeczytać siedząc wieczorem na fotelu z kubkiem herbaty. Cała historia nie należy do najoryginalniejszych, ale jest wiele ciekawych motywów, z którymi warto się zapoznać. Niewymagającym czytelnikom spodoba się nowy świat stworzony przez autorkę, ale zapewne tak jak ja będą snuć domysły, co mogłoby się zdarzyć po zakończeniu książki, a jest ono całkiem niespodziewane.

„Świat bez kłopotów wyglądałby pięknie, ale mam wrażenie, że też za idealnie. Bo jak mielibyśmy wtedy odróżnić dobro od zła?”

Za możliwość przeczytania książki
serdecznie dziękuję Wydawnictwu NovaeRes


Zagubieni. Lost czyli LOSTomania w częściach {1}




Zagubieni (Lost)
Gatunek: przygodowy, thriller
Data emisji: 2004-2010
Liczba sezonów: 6
Długość odcinka: około 42 min
Obsada: Matthew Fox, Evangeline Lilly, Naveen Andrews, Terry O'Quinn, Jorge Garcia, Josh Holloway, Yunjin Kim, Daniel Dae Kim, Emilie de Ravin, Michael Emerson





Chyba większość osób zna albo chociaż słyszało o tym serialu. Kiedyś leciało późnym wieczorem w telewizji. Od wielu osób słyszałam, że uwielbiali to oglądać, ale się bali i rodzice gonili ich do łóżek. No tak, wtedy wszyscy moi rówieśnicy i ja byli dziećmi. Ale to nie historia dzieciństwa, więc muszę się skupić na temacie. 

To historia 48 ocalałych rozbitków z lotu 815 z Sydney do Los Angeles. Samolot niefortunnie rozbija się na tajemniczej wyspie. Grupa zupełnie nieznajomych sobie ludzi musi teraz nauczyć się żyć razem. Czeka ich wiele trudności, będą musieli odkryć przerażający sekret wyspy i skontaktować się ze światem zewnętrznym by wrócić do domu. Jednak nie wszyscy chcą opuścić wyspę. Okazuje się, że ma ona wielką „moc”, która uzależnia od siebie, potrafi uleczyć, a nawet zmusić do rzeczy, których normalnie by się nie zrobiło. Rozbitkowie szybko przekonują się, że nie są sami na wyspie, a inni ludzie i stworzenia, nie chcą zostawić ich w spokoju. Do tego na jaw wychodzą mroczne sekrety i przeszłość każdego z rozbitków. 


Pierwszy odcinek obejrzałam po rozmowie z koleżanką, która poleciła mi ten serial. Zabierałam się do tego dość długo, ale w końcu usiadłam i postanowiłam zobaczyć, co jest w tym takiego wspaniałego. Kilka pierwszych odcinków było dla mnie na tyle intrygujących, że nie trzeba było mnie zachęcać do dalszego oglądania. Nareszcie znalazłam serial dla siebie! Nie jest on fantasy, choć czasami występują elementy, które można by zaliczyć do kręgu fantastyki. Większość da się realnie wytłumaczyć, a niektóre pozostają nadal wątkiem magicznym. Końcówka pierwszego sezonu i większość reszty serialu zaczęła mi przypominać takie science fiction w XX wieku. Również coraz bardziej serial wydawał mi się poruszać psychologiczną część człowieka. Właściwie w serialu można znaleźć wszystko. 

„Zagubieni” rozkręcają się bardzo szybko. Gdyby ominęło się kilka odcinków już trudno by było zgadnąć, o co chodzi w serialu. Dlatego też często spotykam się ze zdaniami „i wtedy on poszedł tam, ale nie rozumiem dlaczego, więc nie powiem ci dokładnie” albo „coś takiego było, ale kto by wiedział o co tam chodzi”. Czasami miałam wrażenie, że sami twórcy pogubili się i nie rozumieją, o czym jest ich serial. Może dlatego to jest takie wciągające? Czasami nie dostaniemy odpowiedzi na nasze pytanie i możemy puścić wodze fantazji, dopowiedzieć sobie coś. Gorzej mają ci, którzy nie lubię niedopowiedzeń. Po części jestem taką osobą, więc od samego początku chciałam wszystko wiedzieć, znać całą genezę wyspy i historię każdego z bohaterów. 


Z każdym odcinkiem coraz bardziej zagłębiamy się w historie rozbitków. Ukazywane są urywki z ich życia jako wspomnienia. Szybko można się przekonać, że żaden z nich nie ma czystego sumienia, co sprawia, że serial staje się mroczniejszy. Okazuje się, że na wyspie są mordercy, uciekinierzy, milionerzy, kaleki i księża. Każdy jest inny, ale ich historie w pewien sposób się zazębiają. Aż wszyscy trafiają na Wyspę. Plusem i jednocześnie minusem tego serialu jest właśnie ilość bohaterów. Z jednej strony każdy może znaleźć swojego ulubieńca, którego będzie dopingował w drodze ucieczki z wyspy i nie będzie chciała, żeby… no cóż, nie umarł. Nie oszukujmy się, na Wyspie czyha wiele niebezpieczeństw, a weźmy pod uwagę fakt, że na Wyspa nie jest do końca zwyczajna, a rozbitkowie nie są na niej jedynymi ludźmi. Jeśli chodzi o negatywną stronę. Ci którzy oglądają Grę o Tron może już się przyzwyczaili do zapamiętywania kilkudziesięciu imion bohaterów i ich relacji z innymi, ale dla początkujących serialomaniaków może być to trudne. 

Ciąg dalszy recenzji nastąpi....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...