19 dziewczyn o imieniu Katherine i jedno cudowne dziecko zwane Colinem, czyli kolejna książka Johna Greena



Ocena: 6/6

Tytuł: „19 razy Katherine”

Oryginalny tytuł: An Abundance of Katherines

Autor: John Green

Wydawnictwo: Bukowy Las

Ilość stron: 304

Gatunek: młodzieżowy

Rok wydania: 2014




O co chodzi w tym wszystkim… Colin jest niezwykłym nastolatkiem, tak zwanym „cudownym dzieckiem”. Ale nie mylmy tego określenia z „geniuszem”, bo wiele cudownych dzieci na takich wcale nie wyrasta. Chłopak ma dziwną manię do bycia rzucanym przez dziewczyny o imieniu Katherine. Przy pierwszym spotkaniu z bohaterem widzimy go w opłakanym stanie po zerwaniu z Katherine XIX (co to w ogóle za mania liczenia dziewczyn…). Jak to bywa w takich książkach, Colin wyrusza w podróż za namową dość szalonego araba, przyjaciela- Hassana. W końcu po krótkim postoju na obejrzenie grobu Franciszka Ferdynanda, zostają namówieni do zatrzymania się w Gutshot. I tu dopiero zaczyna się coś dziać. Chłopcy trafiają do wypicowanej Różowej Rezydencji, w której mieszka niejaka Hollis właścicielka fabryki sznurków do… tamponów. Poznają nowych ludzi, dostają pracę, ale Colinowi wciąż w głowie tylko Katherine i jego nowy pomysł na zaistnienie na świecie… Teoremat o zasadzie przewidywalności Katherine, czyli w skrócie, jak na wykresie pokazać miłość. 


Książki to notoryczni Porzucani: gdy je odkładasz, mogą na ciebie czekać wiecznie, a gdy poświęcisz im uwagę, zawsze odwzajemniają twoją miłość.”


Większość opinii na temat tej książki kończy się stwierdzeniem „moja przygoda z książkami Johna Greena kończy się właśnie na tej” lub „autor nie może wymyślić już nic oryginalnego”. Wiele osób uważa, że jego książki stają się każda kolejna bardzo podobne. Ja nadal uważam, że niezwykłości jego książek nikt nie przebije. Nadal nie rozumiem jakim cudem kocham jego dzieła, biorąc pod uwagę, że nie mają żadnych wątków fantastycznych. 

Jeśli chodzi o bohaterów. Przyzwyczaiłam się już do mało wyrazistych charakterów jakie często spotykam w paranormal romance i tych które tylko wydają się takie wyjątkowe jak w dość często widzianych na półkach w księgarniach antyutopiach. W postaciach stworzonych przez Johna Greena uwielbiam to, że każda z nich ma jakieś swoje dziwactwo… albo cała jest dziwaczna. Weźmy takie Colina. Jak często macie okazję przeczytać książkę o „cudownym dziecku”, które próbuje udowodnić wzorem miłość? Na początku główny bohater wydaje się być zdesperowany, marudny, wymagający i zbyt… mądry. Ale jednak, autor podkreślił w książce coś ważne. Nigdy nie dojdziemy do sukcesu bez pracy, choćbyśmy urodzili się najbardziej zdolnymi dziećmi. Colin jest typem tych specyficznych osób, które może polubić tylko garstka ludzi. Ludzi takich jak Hassan. Najlepszy przyjaciel głównego bohatera. Mówi się, że przeciwności się przyciągają. Ci chłopcy są na to najlepszym przykładem. Hassan to moja ulubiona postać w tej książce. Czemu? Bo w uporządkowanym świecie Colina potrzebna była taka nieokrzesana, szalona osoba o całkowicie odmiennym myśleniu (a nawet religii i narodowości). Mimo, że cała książka opiera się na dziewiętnastu (a tak dokładniej osiemnastu) Katherinach, nie mam za wiele o nich do powiedzenia. Raczej skupmy się na Lindsey. To dziewczyna, której przyszłość łatwo zgadnąć. Jednak nieraz zaskakuje. Bez takiej Lindsey, choć nie zbyt oryginalnej, książka zapewne skończyła by się zupełnie inaczej. 


„Jeśli człowiek zachowuje się jak kameleon przez całe życie, w końcu nic, co go dotyczy, nie jest już prawdziwe.”


Jak to w książkach Greena bywa, pościgów ani nic z tych rzeczy nie mamy. Są to powieści raczej spokojne, ale trafiające do serca. Myślę, że gdyby bohaterowie byli całkiem inni, tacy tandetni jakich nie mało, te książki były by do niczego. To właśnie bohaterowie dodają im tego czegoś. Moja rada jest taka, żeby nie rzucać tej książki po połowie, bo jak to u mnie było, docenia się ją dopiero po ostatniej stronie. 

Jeszcze może trochę na temat stylu pisania autora. Mimo, że czasami porusza bardzo poważne i trudne, a kiedy indziej te nudne tematy, robi to w taki sposób, że nie sposób się oderwać. W „19 razy Katherine” szczególnie polubiłam przypisy. Tak! Dobrze czytacie, przypisy. Większość z nich była rozwinięciem jakiejś ciekawej historii lub dopowiedzeniem myśli bohaterów lub autora. 

Widać, że autor po prostu nie otworzył Worda i nie zaczął pisać tej książki od tak sobie. Ta powieść jest naprawdę dobrze przemyślana. Widać, że Green włożył w nią wiele starań, no ale w końcu wymaga się czegoś niezwykłego po autorze takich dzieł jak „Gwiazd naszych wina”. 


 „Morał z tej historii jest taki, że nie pamiętamy co się stało. To, co pamiętamy, staje się tym, co się wydarzyło.”

12 komentarzy:

  1. Łał, to chyba pierwsza pozytywna recenzja o "19 razy Katherine", którą miałam okazję przeczytać. Przywróciłaś moje nadzieje odnośnie tej książki ;)

    namalowac-swiat-slowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też bardzo lubię tę książkę, jest u mnie na równi z "Papierowymi miastami", zaraz po "Gwiazd naszych wina". Na pewno jeszcze nie raz będę ją czytała :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem ci, że jak widzę książki Johna Greena to mam ochotę odwrócić wzrok. Nie wiem czym to jest spowodowane. Może tym, że był wokół niego taki szum, a ja nie mogłąm się w tym odnaleźć. Ale po twojej recenzji mam ochotę przeczytać twórczość tego pana, ale od tej części :D

    OdpowiedzUsuń
  4. W sumie to pierwsza aż tak optymistyczna recenzja tej książki, jaką dane mi było napotkać w internetach ;) Bynajmniej jednak póki co ją sobie odpuszczę.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Do tej pory przeczytałam "Szukając Alaski" i oczywiście "Gwiazd naszych wina", ale i tę mam w planach :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jednym sie ta ksiazka podoba innym nie. Znam najgłośniejszą ksiazkę tego autora, ale nie jestem pewna czy chce poznawac jego pozostałe dzieła.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czeka na półce na swoją kolej - a Twoja recenzja sprawiła, że jej kolej już zaraz nadejdzie :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Książki tego autora mam dopiero w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pewnie kiedyś przeczytam tą książkę, ale odczuwam lekką niechęć do Greena. Może to tak samo jak u Nelli, przez ten szum wokół niego. No niestety, chociaż sama stwierdzę że facet pisze dobre książki. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie podoba się najmniej z wszystkich jego książek, ale mimo wszystko jest dobra :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cieszę się za każdym razem, gdy spotykam pozytywną recenzję tej książki, bo i mi przypadła do gustu. No tak, bez tych bohaterów to nie byłoby już to samo. ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja i tak Johna Greena będę wielbić na klęczkach za PRZECUDOWNE Gwiazd naszych wina i po 19 razy Katherine sięgnę na pewno :) Przekonałaś mnie, bo słyszałam wiele niepochlebnych opinii.
    Pozdrawiam, zapach-czytanych-ksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Jestem wdzięczna za każdy Wasz komentarz i opinie. Dziękuję ;D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...