Gwiazd naszych wina – kilka słów o książce i ekranizacji






Tytuł: „Gwiazd naszych wina”
(The Fault in Our Stars)
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Gatunek: literatura młodzieżowa
Ilość stron: 310

„- Okay - powiedział, gdy minęła cała wieczność. - Może "okay" będzie naszym "zawsze".
- Okay - zgodziłam się.”


Moja historia z Johnem Greenem zaczęła się dość niewinnie. Ot tak pomyślałam sobie, że przeczytam jedną z jego książek. Wszyscy się tak zachwycają, to czemu nie? Na oślep wybrałam „Szukając Alaski”. Ani bohaterowie mnie jakoś szczególnie nie urzekli, ani wydarzenia, które raczej płynnie i spokojnie przechodziły z jednego do drugiego. Jednak „małe dziwactwa” postaci i cała otoczka sprawiły, że szczerze polubiłam tę książkę. Moje kolejne podejście do twórczości Johna Greena wyglądało już całkiem inaczej, było bardziej przemyślane. Niedługo ekranizacja, więc się wezmę i przeczytam! Tak właśnie doszłam do końca „Gwiazd naszych wina” z zapuchniętymi i czerwonymi oczami. 

Panie i panowie, poznajcie Hazel Grace. Chorą na raka tarczycy z przerzutami na płuca narratorkę książki. Głównej bohaterki nie da się tak po prostu opisać. To dziewczyna, która nie rozstaje się z butlą z tlenem, bo to trzyma ją przy życiu. Prawdziwie wyjątkowa nastolatka o krótkich włosach nie spędzająca połowy swojego czasu przed lustrem, której nie dotyka ból egzystencjonalny. Co sprawia, że jeszcze bardziej ją lubię? No oczywiście, książka. Możecie sobie mówić, że nie da się wybrać jednego „dziecka”, ale Hazel to się udało. „Cios udręki” nie jako połączył ją z Gusem (pomińmy raka i „uboczne efekty umierania”). Dziewczyna poznała go na jednym ze spotkań grupy wsparcia. Hazel nigdy nie pomyślałaby, że spotka ją tam coś dobrego i godnego uwagi. I bum! Jej relacje z Gusem są coraz bliższe. I co najważniejsze – nie przeszkadza mu to, że dziewczyna jest granatem, który w każdej chwili może wybuchnąć i zranić wszystkich dookoła. Hazel ma jeszcze tylko jedno życzenie. Dowiedzieć się jak potoczyły się losy bohaterów tyle razy przeczytanej przez nią książki, która skończyła się niespodziewanie w połowie zdania. Na jej szczęście Gus uwielbia bawić się w spełnianie życzeń. 

„- Nie zabijają, dopóki ich nie zapalisz - powiedział, kiedy samochód zatrzymał się przy nas. - A ja nigdy żadnego nie zapaliłem. Widzisz, to metafora: trzymasz w zębach czynnik niosący śmierć, ale nie dajesz mu mocy, by zabijał.”

Na początku myślałam, że będzie to książka w stylu „Bez mojej zgody”. O chorobie i „skutkach ubocznych umierania”. Jednak znowu przeraża mnie i jednocześnie zaskakuje podejście chorych na raka. Hazel chyba już na zawsze zostanie jedną z moich ulubionych damskich postaci. Co mnie do niej przekonuje? Sposób jak wyraża swoje myśli i to jak podchodzi do życia. W „Szukając Alaski” bohaterowie mnie nie zachwycili, za to w „Gwiazd naszych wina” wręcz przeciwnie. 

Mogłoby się wydawać, że to książka o przeżywaniu cudownie ostatnich dni, tych które pozostały (jak w Now Is Good). Ogólnie Hazel nie nastawia się na coś takiego. Wszystko co jest opisywane w książce to dzieło jednego wielkiego przypadku (może szczęścia). Bo przecież gdyby nie poszła na spotkanie grupy wsparcia (a bardzo się przed tym wzbraniała), nie spotkałaby Gusa. Nadal siedziałaby codziennie w domu czytając „Cios udręki” i oglądając telewizję.  

Już trochę poopowiadałam o Hazel. Czas na Gusa. Augustus jest zdecydowanie moim ulubionym typem męskiego charakteru (w literaturze, bo w życiu to różnie bywa). Pewny swojej wartości, inteligencji i tego, że nie jednej dziewczynie miękną kolana na jego widok. I ma rację, jest to naprawdę błyskotliwa i dobrze wykreowana postać. Kto by pomyślał, że komuś tak „idealnemu” autor zafunduje przejażdżkę do krainy kostniakomięsaka. 

John Green znowu mnie zachwycił. Już dawno żadna książka mnie tak nie rozstroiła. Mogłabym ją czytać w nieskończoność, non stop przerabiać te same cytaty i za każdym razem widzieć więcej w tej książce. W „Gwiazd naszych wina” autor skupił się na sile jaką jest metafora. Nawet nic dla nas nieznacząca rzecz, dla bohaterów jest czymś wielkim. Nie da się zapomnieć o Hazel i Gusie. Choćby starała się najbardziej na świecie, oni zawsze będą gdzieś tam w mojej głowie. 

„Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje.”

Reżyseria: Josh Boone
Scenariusz: Scott Neustadter, Michael H. Weber
Produkcja: USA
Gatunek: dramat, romans
Premiera: 6 czerwca 2014 (Polska)
Obsada: Shailene Woodley, Ansel Elgort, Laura Dern, Nat Wolff

Z kolei o ekranizacji…

Film, dla tych których nie czytali książki, mógł zapowiadać się na kolejny naciągany dramat o chorobie, z łatwym do przewidzenia zakończeniem. Może tak jest, a ja tego nie zauważam? W każdym razie jest to jedna z najlepszych (jak nie najlepsza) ekranizacji książek jaką kiedykolwiek oglądałam. Trudno opisać słowami to jak się czułam po wyjściu z sali kinowej. 

„Wydawało się, że to było całe wieki temu, jakbyśmy przeżyli krótką, ale mimo to nieskończoną wieczność. Niektóre wieczności są większe niż inne.”

Już na samym początku Hazel jakby opowiadała swoją historię przed kilku lat (?), miesięcy (?). Scenarzyści nie szczędzą też cytatów, których jest mnóstwo. Wszystko wygląda tak jak to sobie wyobrażałam podczas czytania. Zaczęło się dobrze i dalej (o dziwo!) było tylko lepiej. Starałam się zwracać uwagę na wszystko. Nawet soundtrack im się udał. Piosenka Eda Sheerana (to chyba jedyny rudzielec, którego kocha cały świat ;)) „All of The Stars” jest wręcz idealna. A w ostatnie dni szkoły ciągle brzmiało „Boom Clap” Charli XCX. 

A co jeśli chodzi o aktorów? Shailene Woodley to jedna z największych zalet tego filmu. Od początku widziałam ją w tej roli i spisała się fenomenalnie (może nawet to słowo nie oddaje tego jak świetnie poradziła sobie w roli Hazel). Myślałam, że będzie trochę drętwo, a tu proszę, zaskoczenie roku. O Shailene już się nie martwiłam, wiedziałam, że nie zawali, ale jeśli chodzi o Ansela Elgorta miałam dużo wątpliwości. O ile w „Carrie” go pokochałam, to w „Niezgodnej” mi podpadł. Bałam się, że chłopak nie da sobie po prostu rady z tak ważną rolą. I kurcze co jest?! Nie mam czego krytykować! Wyszło mu, może gorzej od Woodley, ale też świetnie i całkiem naturalnie. 

Przed wejściem na salę kinową zostałam uprzedzona, że prawdopodobnie słynne „okay” zostało przetłumaczone na polski. A w każdym razie, że chodziły takie plotki. I znowu zaskoczenie. Z „okay” wszystko jest w porządku, ale żeby „Cios udręki” przetłumaczyć na (bodajże) „Majestat udręki”?! No i znalazłam jakiś minus. Czy Ci co zajmowali się tym nie czytali książki? Nie to, że coś, ale wypadałoby. 

Podsumowując. Udało się uzyskać zamierzony efekt i autorowi i twórcom ekranizacji. Mnóstwo zapłakanych nastolatek wychodzących z sal kinowych biegnących po książkę, lub na odwrót. Mało jakie dzieła tak trafiają do człowieka i zmuszają do myślenia (może cieszenia się z tego co się ma?). 

„Świat nie jest instytucją zajmującą się spełnianiem życzeń.”



Zwiastun:

"All of The Stars" Ed Sheeran

21 komentarzy:

  1. I książka i film są niesamowite! :) Ansel rzeczywiście świetnie sobie poradził, a zgadzam się, że w Niezgodnej nie zachwycał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę kocham, czytam ją właśnie po raz piąty :) A jutro wybieram się do kina i już nie mogę się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba muszę w końcu nabyć książkę. Każdy tak nią zachwyca, ze faktycznie chyba warto. Ale póki co mam inne książki w planach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem w połowie książki i szczerze mówiąc szału nie ma... albo coś ze mną jest nie tak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekaj aż skończysz, dopiero wtedy zastanawiaj się czy dobra czy nie :D Mi w połowie też zbytnio się nie podobała

      Usuń
  5. Film widziałam, do końca książki też bliżej mi już jak dalej ;) w każdym razie fenomenalna historia <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie oglądałam, nie czytałam - póki co. I już się nie mogę doczekać aż to zrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja się boję i książki i filmu. To ciężki temat, który mnie przeraza, to raz, a dwa, boję się, że polubię je tylko dlatego, bo wszyscy je lubią... :)
    Może wkrótce sięgnę. Zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rany, no chyba wreszcie muszę się ogarnąć i przeczytać, bo do tej pory z Greena mam za sobą tylko "Szukając Alaski" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Obie wersje wspominam bardzo miło. Ale sama po ekranizacji mam problem z napisaniem o niej czegoś mądrego. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Może po prostu nie potrafię pisać opinii o filmach, albo zwyczajnie temat został już wyczerpany?
    Może mi się kiedyś uda i zawiśnie na blogu u mnie post o filmie "Gwiazd Naszych Wina" :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam i to i to za sobą i w sumie racja. Gwiazd naszych wina to jedna z lepszych ekranizacji, która powstała i cieszę się, że reżyser (mój ukochany reżyser!) nie zawalił sprawy. Plus za to, że nikt nie poszedł w stronę fantazji i rzeczywiście oddał to, co było w książce.
    Jednak chyba najlepsze w całym filmie był soundtrack. Muszę go słuchać na razie na YT, ale jak tylko pojawi się w sklepach to pobiegnę po niego :D
    Miałam podobne obawy do Ansela,ale jak zobaczyłam sposób w jaki gra Augustusa to momentalnie zmiękły mi kolana. Te gesty! Mimika! Jednak przez cały film towarzyszyła mi myśl: kazirodztwo. A tak przecież, to niewiele mają wspólnego z rodzeństwa xD

    OdpowiedzUsuń
  11. Książka i film są świetne! Nie wiem co więcej mogę napisać... Ekranizacje oglądałam dwa razy i za drugim podobała mi się nawet bardziej (i ten soundtrack!!! All of the stars, Let me in, All I want, Boom Clap, Long way down....). Jak tylko odzyskam książkę (bo teraz wszyscy ją ode mnie pożyczają), to na pewno przeczytam jeszcze raz!

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się - zarówno film, jak i książka są świetne :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Książkę czytałam, teraz więc pora na film. Jestem go bardzo ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ech, cenię sobie i książkę, i film. Podczas seansu nie było chwili, żeby ktoś nie siąkał nosem i nie ronił łez. Mam w planach obejrzeć ekranizację jeszcze raz, na dvd.

    OdpowiedzUsuń
  15. Książka bardzo mi się podobała, ale mimo wszystko mam wrażenie, że film był bardziej wciągający i dynamiczny- jestem pod wielkim wrażeniem gry odtwórców głównych ról ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. muszę przeczytać książkę i koniecznie obejrzeć film ; )

    OdpowiedzUsuń
  17. mnie osobiście jakoś nie ciągnie do tej lektury, ale moja siostra jest zadowolona z książki;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Już miałam w planach obejrzeć film, ale zachęciłaś mnie do książki! Muszę ją dostać w ręce! :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Czy wyzwanie "Fantastyczna dwunastka" wciąż istnieje? Co z edycji na lipiec, a sierpień?

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ani książki, ani filmu nie widziałam i raczej nie zamierzam ani przeczytać, ani obejrzeć. Dlaczego? To proste. Nie są to kompletnie moje tematy. Może już wyrosłam z podobnych powieści, bo kiedyś zapewne od razu po ukazaniu sięgnęłabym po książkę, aczkolwiek teraz trochę mnie odrzuca. Polecę młodszym, na pewno będą zainteresowani!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Jestem wdzięczna za każdy Wasz komentarz i opinie. Dziękuję ;D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...