Stosik 2

Oto efekt moich wczorajszych zakupów:

Od góry:
1. "Gwiazda anioła"- Jennifer Murgia
2. "Anioł"- Dorotea De Spirito
3. "Dziewczyna o szklanych stopach"- Ali Shaw
4. "Światła września"- Carlos Ruiz Zafón
5. "Książę Mgły"- Carlos Ruiz Zafón
6. "Pałac Północy"- Carlos Ruiz Zafón
7. " Czerwień rubinu"- Kerstin Gier
8. "Błękit szafiru"- Kerstin Gier
9. "Zieleń szmaragdu"- Kerstin Gier

Oficjalnie ogłaszam, że jestem bankrutem :)

"Strąceni"- Gwen Hayes

Tytuł: „Strąceni”
Autor: Gwen Hayes
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 320









Książka opowiada o dziewczynie o imieniu Theia, która na wielki talent do grania na skrzypcach, ale niestety również do pakowania się w kłopoty. Jej ojciec zabrania jej umawiać się z chłopakami i chodzić na imprezy. Dziewczyna nie może nawet kupić sobie sama ubrań. Gdy płonący chłopak spada za jej oknem, oczywiście jak każdy może się domyślić, całe jej życie zmienia się. Theia czuje coraz większe przyciąganie do tajemniczego Hadena. Spotyka go w snach i na jawie, czasami jest nią całkowicie zauroczony a innym razem odpycha ją. Chyba każda dziewczyna pomyślałaby, że coś jest nie tak. Theia domaga się od niego wyjaśnień i w końcu dowiaduje się, że chłopak którego kocha jest demonem... i przybywa na ziemię, żeby zdobyć ludzką narzeczoną.

Książka była dla mnie wielkim pasmem niespodzianek. Każdy nowy rozdział przynosił kolejną. W większości książek mogę się domyślić jak się skończy lub co będzie dalej, ale w tej tak nie było. Pod tym względem „Strąceni” bardzo miło mnie zaskoczyli. Jeszcze nie czytałam książki o demonach. Owszem, o upadłych aniołach, zwykłych aniołach, wampirach, ludziach z nadnaturalnymi mocami czy też zmiennokształtnych. To trochę dziwne, przecież wydawałoby się, że demony powinny być głównym wątkiem po wampirach, ale ku mojemu zdziwieniu tak nie jest. Cała historia jakby zaczerpnięta z jakiegoś horroru. Fajnie było móc wyobrazić sobie Podziemia i ich mieszkańców. Ale choć autorka opowiadała o strasznych postaciach bez twarzy czy też szkieletach, nie zmroziło mi to krwi w żyłach ani nie przyprawiło o gęsią skórkę. Czułam jakbym już o tym kiedyś słyszała. I oczywiście, ostatnio w literaturze młodzieżowej zrobił się to podstawowy wątek, bezgraniczna miłość głównych bohaterów. Nic nie mam do tego, wręcz przeciwnie, uwielbiam książki pełne miłości, ale w tej wyjątkowo mnie w niektórych miejscach mdliło. Po prostu było to za bardzo przesłodzone. Bardzo mi się podobało, że Haden ciągle dawał Thei czarne róże (było to trochę podobne do sytuacji w „Ever”). Może podobało mi się to, dlatego, że sama nigdy nie dostaje kwiatków, sama nie wiem, to było po prostu urocze. Jeśli chodzi o okładkę. Bardzo mi się podoba. Dziewczyna z pięknymi, złocistymi lokami leżąca bezwładnie w „morzu” czarnych róż. Akcję książki zapamiętam na bardzo długi czas, gdyż wbiła mi się w pamięć bardzo mocno. Myślę, że „Strąceni” spodobają się każdemu kto szuka odpoczynku przy lekkiej książce fantasy pełnej miłości i z nią związanego poświęcenia.
Daję 5/6.
 
Seria składa się z:
Strąceni | Śniąc na jawie

***
Nareszcie wiosna. Temperatura rośnie, ukazują się już zielone listki, a słońca nie zakrywają chmury (no może to u mnie się jeszcze nie sprawdza). Jak ja tęskniłam za taką pogodą.

Nasze ulubione seriale

Ostatnio wchodząc na bloga Bishoujo  zauważyłam, że opowiedziała ona o swoich ulubionych serialach. Również postanowiłam to zrobić.
Zasady:
1. Opublikuj u siebie na blogu logo taga.
2. Napisz, kto Cię otagował
3. Zaproś co najmniej 5 bloggerów.
4. Wymień i opisz kilka swoich ulubionych seriali.


Słodkie kłamstewka (Pretty Little Liars)- Uwielbiam ten serial za tą tajemniczość i za to, że nigdy nie chcę przestać go oglądać.
 

Tajemny krąg (The Secret Circle)- Za czarną magię i tajemnicze moce.

Czarodziejki (Charmed)- Za tą całą magię i zaklęcia.

Pamiętniki wampirów ( The Vampire Diaries)- Oczywiście za te wszystkie sceny z średniowiecza i innych epok, bale i wieczne kłamstwa- aż już sama nie wiem komu ufać.
Victoria znaczy zwycięstwo ( Victorious)- Za ten humor i pasje do robienia rzeczy, które się uwielbia.



Zapraszam do zabawy: Blueberry, santana, xero, Marcepankowa, scorpius
Pozdrawiam :D

"Romeo i Julia"- William Szekspir

Tytuł: „Romeo i Julia”
Autor: William Szekspir
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 172









Chyba nie ma nikogo kto nie znałby tragicznej historii Romea i Julii. Choć jest tak znana nie wiele osób przeczytała książkę na pisaną przez Szekspira.
Dramat opowiada o dwóch zwaśnionych rodzinach- Montekich i Kapuletów i ich dzieciach, które zakochały się w sobie od pierwszego wejrzenia na balu urządzonym w domu Kapuletów. Już następnego dnia ich miłość była tak wielka, że wzięli potajemnie ślub. Kilka godzin potem Romeo zostaje wygnany z miasta. Do tego nieszczęścia dochodzi jeszcze ślub z Parysem, do którego Julia zostaje zmuszona przez ojca. Dziewczyna chcąc pozostać czystą razem z franciszkaninem (udzielił on ślubu zakochanym) obmyśla plan wypicia tajemniczej mikstury, która pozwoli jej na utrzymywanie pozoru umarłej przez czterdzieści parę godzin by będąc już złożoną w kaplicy uciec razem z Romeo. Chyba każdy zna zakończenie tej tragicznej historii.
Byłam bardzo wstrząśnięta końcem sztuki. Przecież gdyby tylko Romeo przyszedł do kaplicy o kilka minut później Julia zdążyłaby się przebudzić i wszystko skończyłoby się inaczej. Czytało mi się ją dość ciężko, jak każde książki z tamtych czasów. Choć historia była dość ciekawa, w niektórych miejscach miałam ochotę zasnąć i pominąć je. Po prostu było już dla mnie tego za wiele. Tych wypowiedzi, tej całej gadaniny.  Po pewnym czasie zaczęłam zastanawiać się jak można tak szybko się zakochać i wziąć ślub. Nie za bardzo wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, więc było to dla mnie trochę dziwne. Ta sztuka podobała mi się tylko ze względu na to, że skończyła się bardzo tragicznie, a miłość dwóch kochanków jeszcze nie zdążyła rozkwitnąć, a tu spotyka ich taki nieszczęsny los. Jestem romantyczką, więc uważam, że powinni mieć szansę się jeszcze poznać i żyć ze sobą do najstarszych lat. Niestety to nie ja pisałam tę sztukę i nie ja wymyślałam o czym będzie opowiadać.
 „Romea i Julię” czytałam już drugi raz i nadal nie mogę się nadziwić jakie emocji wywołała we mnie ta książka. Daję 4,5/6.

Dzień kobiet

Chyba każdy wie jaki dziś jest dzień. Oczywiście Dzień Kobiet! Nie będę wcale orginalna- wszystkiego najlepszego!!! Bo, która kobieta chciałaby żeby o niej zapomnieć właśnie dziś. To święto jest dla nas.

Co prawda nie dostałam takiego pięknego bukietu róż jak moja mama, ale lizak od chłopaków z klasy też może być ;D

"Intruz"- Stephenie Meyer

Tytuł: „Intruz”
Autor: Stephenie Meyer
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Ilość stron: 560









Ziemię przejmują obce istoty zwane duszami. Przejmują one ciała ludzi i prowadzą w nich normalne życie. Choć dusze są łagodne i dobre w oczach rebeliantów to potwory.  Melanie Stryder zostaje złapana, a do jej ciała wchodzi Wagabunda. Urodziła się ona na planecie zwanej Początkiem, która była rodzinną planetą dusz i mieszkała już na siedmiu planetach, ale nadal nie mogła znaleźć dla siebie miejsca.  Ma ona za zadanie wydobyć z pamięci Melanie gdzie ukrywa się reszta rebeliantów.  Niestety Melanie stawia opory i co rusz podsuwa jej wspomnienia o ukochanym Jaredzie i młodszym braciszku Jamiem.  W końcu Wagabunda nie może wytrzymać z tęsknoty za nimi i wyrusza na poszukiwanie ich. Mel podejrzewa, że mogą być na pustyni w kryjówce wujka Jeba. Umierającą z wycieczenia Wagabunde znajdują rebelianci. Była więziona w jaskiniach, a jej życie było w rękach Jareda, który miał zdecydować czy ją zabić. Ale to tylko przedsmak tego co ją czeka.
Czy przeżyje? Czy ludzie uwierzą, że Melanie nadal żyje gdzieś w środku niej? Jak będzie wyglądało życie Wagabundy w jaskiniach? Czy zjedna sobie przyjaźń rebeliantów? Czy ujawni im największą tajemnice dusz?
Jeśli chcecie się tego przekonać musicie koniecznie przeczytać tę książkę.  
Od razu uprzedzam, że nie można się do niej zrażać. Owszem na początku każda strona idzie bardzo wolno i odechciewa się czytać, ale potem historia się rozkręca i gwarantuje, że nikt się nie zawiedzie na „Intruzie”. Znajdziemy tam wiele motywów: miłości, nienawiści , tęsknoty, zazdrości , przyjaźni  oraz śmierci. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Wiem, że słowo „miłość” może nie jednego zniechęcić, ale to nie to co w Zmierzchu. Tu przeważa uczucie do brata i ogólnie ludzi. Niczego w tej historii mi nie brakowało. Nawet momentu, w którym bym płakała. Do ciekawych wydarzeń dochodzą postacie. Dusze i zwykli, jak najbardziej normalni ludzie. Gdy chciałam przeczytać tę książkę, zależało mi głównie na tym, żeby nie opowiadała o żadnych wampirach, upadłych aniołach czy demonach. Po prostu to już mnie nudziło.  „Intruz” ukazał mi wszystkie cechy ludzkie jakie tylko można posiadać. Chcesz kogoś szalonego? Proszę bardzo, mamy Jade. Kogoś nienawistnego? Kyle. Kogoś nieśmiałego i bojaźliwego? Sunny. Kogoś wkurzającego? Łowczyni i Laceya.
 Książkę aż do ostatniej strony czytałam z wielkim zaciekawienie. Nie było możliwości, żebym zasnęła przy niej. Autorka z jednego ciekawego wydarzenia przechodziła w następne i takim sposobem ciągle się coś działo. Jestem pod wrażeniem pomysłowości Stephenie Meyer. Jeszcze nigdy nie spotkałam podobnej historii. Tak jak w niektórych książkach widzę podobieństwo do poprzednich, w tej żadnego. Powieść jest niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju.

Nie mogę sobie wyobrazić, że gdyby nie okładka nigdy bym nie zainteresowała się tą książką. To ona przykuła moją uwagę. Wielkie zielone oko. Choć nie jest one najpiękniejsze a i tak zaintrygowało mnie.
A o to kilka moich ulubionych cytatów:
„Jesteś najszlachetniejszą i najczystszą istotą, jaką kiedykolwiek poznałem.
Bez ciebie wszechświat będzie gorszy i smutniejszy.”
„Nie obchodzi mnie ta twarz, tylko jej wyraz. Nie obchodzi mnie ten głos, tylko to, co mówisz. Nie obchodzi mnie to, jak w tym ciele wyglądasz, tylko co nim robisz. Ty jesteś piękna.”
„Kiedy o tym myślałam, czułam radość i napięcie, nieśmiałość i wielką niecierpliwość – wszystko naraz. Czułam się c z ł o w i e k i e m.”
Nareszcie natknęłam się na książkę, do której mogłabym wracać codziennie.
Daję jak najbardziej 6++/6.

"Zapomniane"- Cat Patrick

Tytuł: "Zapomniane"
Autor: Cat Patrick
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 312





 Książka opowiada o dziewczynie- London, która pamięta swoją przyszłość, ale każdego dnia o 4:33 zapomina co w danym dniu się wydarzyło. Dziewczyna radzi sobie tylko za pomocą notatek i dwóch osób- mamie i najlepszej przyjaciółce Jamie. Niestety co to byłaby za książka jeśli wszystko szło by zgodnie z planem. W garderobie mamy London znajduje zdjęcia taty i babci, których postanawia odszukać. Jamie jest na nią wściekła, bo London nie popiera jej romansu z nauczycielem. Jedyną osobą, której może ufać jest jej chłopak Luke. Wraz z jego przyjazdem dziewczyna zaczyna mieć wizje, w której  stoi na cmentarzu i bierze udział w pogrzebie jakiegoś dziecka.  
Książka była dla mnie odskocznią od literatury wymagającej więcej myślenia. Czytało mi się ją bardzo miło i nadzwyczajnie szybko. Choć akcja mogła być trochę bardziej wzbogacona o ciekawe wydarzenia, nie żałuję, że sięgnęłam po tę książkę. Najbardziej przypadła mi do gustu postać Luka ( z resztą myślę, że zyska sobie u każdego dobrą opinię). Miły, opiekuńczy i przede wszystkim przystojny. Główna bohaterkę mogę również zaliczyć do ulubionych postaci. Jak sobie myślę co ta dziewczyna musiała przejść. Nie wyobrażam sobie życia, w którym nie mogę zapamiętać w co ubrałam się wczoraj lub jakie nowe osoby poznałam.
„Na pewno nie pamiętam wszystkiego. Pamiętam przyszłość tak jak ty przeszłość. Pamiętasz to, co naprawdę dobre i złe, a zapominasz część tego, co jest ani takie, ani takie, racja?”
Daję 5/6.

Wiem, że recenzja jest bardzo krótka, ale szczerze mówiąc nie miałam dużo do napisania o tej książce.
Pozdrawiam!!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...